Bierność



Od około roku, czyli od kiedy mocno rozpędziła się moja nerwica, jestem bierna w życiu. Zauważyłam to już jakiś czas temu, ale dopiero teraz powoli dociera do mnie skąd się ta bierność bierze i jakie ma skutki. Bierność w moim codziennym życiu to na przykład nie posprzątanie kiedy jest na to czas tylko jak na prawdę już jest bałagan, nie przygotowanie normalnego jedzenia tylko ciągle coś na szybko lub jedzenie na mieście, nie zrobienie zakupów, żeby mieć z czego to jedzenie przygotować. Bierność to czekanie aż coś się cudownie odmieni. Na przykład czekanie na motywację, czekanie na lepszą okazję. Według Mel Robbins "motivation is bullshit" - motywacja to bzdura, nigdy nie pojawia się kiedy jej potrzebujemy. Jakie moja bierność ma skutki? Jem mniej niż powinnam i/lub tracę za dużo pieniędzy na jedzenie na mieście. Otacza mnie bałagan, nie wysypiam się bo nie chodzę spać o konkretnych godzinach. Nie załatwiam spraw na czas tylko odkładam na później przez co spiętrzają się i wiszą mi nad głową. W efekcie jestem niewyspana, głodna, przytłoczona mnóstwem niezałatwionych spraw. Taki stan W OGÓLE nie pomaga w walce z negatywnymi myślami a tym samym z nerwicą. Zastanawiałam się skąd to się bierze, przecież przed zaostrzeniem się nerwicy tak nie miałam, a przynajmniej nie w takim stopniu.

I... oświeciło mnie. MOJA BIERNOŚĆ BIERZE SIĘ Z LĘKU!


Jednym z mechanizmów obronnych w momencie zagrożenia jest zastygnięcie w bezruchu. Dlatego przy gorszym samopoczuciu wolę siedzieć w jednym miejscu i się nie ruszać. Są momenty w których nawet nie chcę wstawać po coś do picia. Najlepiej mi w kącie z telefonem lub przy filmie, otoczona kołdrą. Bierność = pozostawanie w bezruchu i czekanie aż sytuacja się odmieni. Ciągle towarzyszący mi lęk sprawia, że nie chcę się ruszać, nie chcę wstać rano więc przedłużam to ile mogę, nie chcę podnieść tyłka i posprzątać bo wolę być w tej sytuacji w której akurat jestem, którą znam. Nerwica jest bardzo sprytna, jak wyczaisz że coś w tobie bierze się z lęku i przestajesz się tym przejmować to pojawia się coś nowego. Na przykład nowy powód do zamartwiania czy nowy objaw somatyczny. Ile jest różnych sposobów na wywołanie lęku wiedzą chyba tylko osoby cierpiące na zaburzenia lękowe ;) Ja już dużo sposobów rozróżniam, więc i nerwica ewoluuje na coraz to nowsze metody zastraszania. Przekonuję się i zmuszam żeby robić "duże rzeczy" takie jak zmiana pracy, poznawanie nowych ludzi, wyjazd za granicę, dostrzegam wtedy objawy somatyczne jakie się pojawiają i mówię do mojej przyjaciółki nerwicy w myślach "wiem że chcesz mnie nastraszyć, widzę to i możesz robić co chcesz ale nic mi się nie stanie i nie przestanę tego robić". Akceptuję objawy somatyczne, na przykład zatkane czy "szumiące" uszy, zawroty głowy, derealizacje, pozwalam im być, tak samo pozwalam sobie być w danej sytuacji. Dzięki temu ciało widzi, że nic się nie dzieje i powoli się przyzwyczaja. To pozwoliło mi nauczyć się działać mimo przeszkadzajek a w efekcie do zmniejszenia ich występowania. Ale... nigdy bym nie pomyślała, że kochana nerwica się wkurwi i powie "tak chcesz się bawić? Ok, to rób sobie te wielkie rzeczy, ja się w takim razie skupię na tym czego się nie spodziewasz" i takim oto sposobem, mówiąc wprost, boję się robić podstawowe rzeczy typu sprzątanie, wstanie rano, gotowanie, granie dla rozrywki, szykowanie się do spania o normalnej porze. Boję się nieświadomie, bo gdybym wiedziała o tym to przecież coś bym z tym zrobiła. Mój lęk objawia się w bierności, chęci siedzenia i nieruszania się z miejsca.


 
ZADANIA NA TEN TYDZIEŃ: Wstawać codziennie o 6:30 Jeść śniadanie w domu Iść spać max do 22:00 (bez patrzenia w telefon) Załatwić najważniejsze sprawy, które czekają
7 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie